Jan Stola - BLOG

O autorze ↓

Polemika z Aleksandrem Nalaskowskim

Równo miesiąc temu portal wpolityce.pl opublikował tekst profesora Aleksandra Nalaskowskiego, wykładającego pedagogikę na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Artykuł ten znalazłem dopiero wczoraj i po przeczytaniu go stwierdziłem, że pozwolę sobie na polemikę z prof. Nalaskowskim. Daleko mi jeszcze do tak zaszczytnych tytułów naukowych jakie posiada Aleksander Nalaskowski (jednak tematem narkotyków, narkomanii i polityki narkotykowej zajmuję się od przeszło 6 lat) dlatego też w tym tekście postaram się unikać subiektywnych, niepopartych dowodami opinii, z których praktycznie w całości składa się artykuł profesora, a przytaczał będę wyniki badań oraz opinie uznanych na całym świecie ekspertów.



Podstawową kwestią w dyskusji o szkodliwości narkotyków jest zrozumienie, że pod tym pojęciem kryją się tysiące substancji o bardzo różnym, a często nawet zupełnie odwrotnym działaniu i co za tym idzie o różnej szkodliwości. Stwierdzenie „narkotyki są bardzo szkodliwe” ma tyle samo sensu co stwierdzenie „jedzenie jest bardzo tuczące” . Różne produkty spożywcze i potrawy zawierają różne ilości kalorii więc ich szkodliwość należy oceniać indywidualnie. Tak samo jest z narkotykami. To, że narkotyki w przeciwieństwie do jedzenia nie są nam potrzebne do życia (teoretycznie, bo w praktyce każdy człowiek korzysta z jakichś używek) nie zmienia faktu, że w obydwu przypadkach generalizacje nie mają sensu.

Pierwszym problemem, dotyczącym raczej całej działalności publicystycznej prof. Nalaskowskiego niż tego konkretnego artykułu, jest jego „interdyscyplinarność”. Profesor wypowiada się nie tylko o narkotykach ale również o Madzi z Sosnowca, homoseksualizmie, edukacji seksualnej, szkolnictwie wyższym i innych tematach, które w danym momencie bulwersują redakcję portalu wpolityce.pl lub fronda.pl
Bycie „ekspertem z tytułem profesora” od wielu tematów (szczególnie tych medialnych i wywołujących emocje) nie służy solidnemu zgłębieniu któregokolwiek z nich, czego przykładem w moim mniemaniu jest właśnie artykuł dotyczący narkotyków.

Profesor Nalaskowski swoje argumenty podzielił na 7 akapitów i trzymając się tego porządku pozwolę sobie odnieść się do nich:

1. „„Marihuana jest mniej szkodliwa niż alkohol i papierosy””

Dwa przeprowadzone niezależnie od siebie badania porównujące szkody wynikające z używania różnych substancji odurzających, w tym marihuany, alkoholu i papierosów, potwierdziły, że w końcowym rozliczeniu (biorąc pod uwagę wiele rodzajów szkód zarówno dla użytkowników jak i dla otoczenia) marihuana jest mniej szkodliwa niż alkohol czy papierosy.

“Drug harms in the UK: a multicriteria decision analysis”



"Ranking the Harm of Alcohol, Tobacco and Illicit Drugs for the Individual and the Population"



“Wziąwszy pod uwagę, że znacznie więcej ludzi pali i pije niż zażywa marihuanę to trudno te preparaty wzajem porównywać”

Nauka poradziła sobie z tym problemem. W takiej sytuacji badamy grupy, w tym przypadku użytkowników tytoniu, alkoholu i marihuany, liczące tyle samo osób, a następnie porównujemy wyniki. Sprawdzamy ile osób w każdej grupie uzależniło się od danej substancji, u ilu wystąpiły problemy zdrowotne i jak poważne one były, ile badanych osób wyrządzało szkody swojemu otoczeniu. Taką metodę zastosowano właśnie w przytoczonych przeze mnie powyżej badaniach.

„Mało tego – chcemy porównywać dane oficjalne z domniemanymi. Błąd metodologiczny”

Jeżeli profesor ma na myśli dane dotyczące używania narkotyków to zdecydowanie nie są one domniemane. W Polsce od prawie 20 lat prowadzone są co 4 lata badania ESPAD, które dotyczą używania alkoholu, tytoniu, legalnych produktów farmaceutycznych o działaniach odurzających oraz nielegalnych substancji, wśród młodzieży szkolnej. Nie wspomnę już o dziesiątkach badań przeprowadzonych przez Krajowe Biuro ds. Przeciwdziałania Narkomanii, Instytut Psychiatrii i Neurologii oraz komercyjne ośrodki badawcze jak CBOS. W innych krajach takie badania prowadzone są znacznie dłużej i w sposób równie systematyczny. Nieznajomość tych publikacji u osoby z prestiżowym tytułem naukowym wypowiadającej się na temat narkotyków szokuje i poddaje w wątpliwość jej obeznanie z tą dziedziną.

Dalsza część tego akapitu to opinie pozujące na fakty, które nie zostały poparte żadnymi dowodami, dlatego też polemika z nimi jest bezcelowa. Podstawową zasadą nauki jest, że to osoba stawiającą daną tezę (np. że „procent tzw. niepijących alkoholików czy osób, które rzuciły palenie jest wielokrotnie wyższy niż tych, którzy przestali ćpać”) ma obowiązek udowodnić jej prawdziwość.
Aby nie obalać każdego zdania po kolei poprzez przytaczanie niezliczonych źródeł odniosę się tylko do pierwszego: „Alkohol nie jest szkodliwy dla zdrowia! To jego nadużywanie jest szkodliwe i prowadzi do degeneracji. Tak jak nadmierna prędkość na drodze czy obżarstwo. Papierosy palone rzadko i „na wiwat” też specjalnie nie spustoszą głowy ani płuc. Chociaż to ewidentne paskudztwo. Marihuana natomiast jest szkodliwa od jednego „macha” jonitem. I w przeciwieństwie niemal zawsze uzależnia.”
Którego prawdziwość obalają dwa badania przytoczone już przeze mnie w moim tekście.

2. Tutaj profesor odwołuje się do powstałej dziesiątki lat temu „teorii przejścia” (ang. Gateway theory), która została już wielokrotnie uznana za nieprawdziwą. Zarówno ta teoria, jak i w tym przypadku prof. Nalaskowski pomijają dobrze znany w statystyce fakt, że korelacja między dwoma zjawiskami nie oznacza, że jedno jest powodowane przez drugie. To, że zdecydowana większość osób używająca kokainy używa lub używała kiedyś marihuany nie oznacza, że to właśnie marihuana prowadzi do kokainy i nie ma żadnych dowodów aby właśnie tak było. Większy odsetek kokainistów używa/używał alkoholu i papierosów, co również nie znaczy, że to te substancje prowadzą do zażywania kokainy. Więcej na ten temat mówi między innymi opublikowane ostatnio badanie University of Florida.
Aleksander Nalaskowski pisze również:
„Myślę, że zalegalizowanie marihuany to nic innego jak otwarcie rynku nabywczego dla handlarzy tzw. twardych narkotyków”
Ta myśl profesora również nie jest poparta żadnymi dowodami. Holandia, w której marihuana jest quasi-legalna (właściwie to niekarana jest jej sprzedaż w określonych okolicznościach) nie ma większego odsetka (w niektórych przypadkach jest on minimalnie większy, natomiast w znacznej ilości mniejszy lub znacznie mniejszy) osób używających narkotyków takich jak kokaina czy amfetamina niż okoliczne kraje rozwinięte jak Niemcy, Dania, Francja czy Zjednoczone Królestwo.

3. Jako, że żyjemy w państwie prawa, stawiam inne niż profesor pytanie: skoro nie karzemy ludzi za zachowania bardziej ryzykowne (picie alkoholu i palenie tytoniu) od posiadania marihuany czy innych narkotyków, które według badań naukowych są mniej szkodliwe zarówna dla użytkowników jak i dla otoczenia, dlaczego mielibyśmy karać tych podejmujących zachowanie mniej ryzykowne? Idąc logiką profesora za jazdę samochodem 90 km/h nie powinno się dostawać mandatu, bo jeździ tak dużo osób, jednak za jazdę 60 km/h już tak. Daleki jestem od nawoływania do karania za alkohol czy papierosy, gdyż takie próby były już podejmowane i według zdecydowanej większości naukowców (z wyjątkiem profesora Nalaskowskiego, który w jednym miejscu chwali prohibicję alkoholową a w drugim twierdzi, że alkohol jest nieszkodliwy) przyniosły więcej szkody niż pożytku, gdyż przytaczany przez Aleksandra Nalaskowskiego spadek liczby alkoholików o 30% (tutaj również nie uświadczyliśmy źródła danych) zapłacono tysiącami ofiar śmiertelnych zanieczyszczonego alkoholu, powstaniem potężnych i bezwzględnych grup przestępczych oraz kryminalizacją dziesiątek tysięcy obywateli, którzy nie wyrządzili nikomu żadnej krzywdy. Wracając jeszcze do porównania motoryzacyjnego- prowadzenie samochodu jest przywilejem, natomiast dowolne dysponowanie własnym ciałem gdy nie wyrządza ono krzywdy innemu człowiekowi jest podstawowym prawem każdego z nas. Pan profesor jak i inni zwolennicy prohibicji narkotykowej i kryminalizacji używania narkotyków pragną pozbawić nas tego prawa za pomocą przymusu bezpośredniego pod postacią policyjnych pałek, kajdanek, aresztów i więzień.

4. Nie mam pojęcia skąd w tym akapicie pojawia się kwestia Kory Jackowskiej. Jest to przypadek wyjątkowo nietypowy więc nie może on służyć jako argument w dyskusji o narkotykach i polityce narkotykowej w całym kraju. W dalszej części profesor porównuje osoby używające narkotyków (w tym przypadku marihuany) do pijanych kierowców, sprawców pobić, złodziei i gwałcicieli. Porównanie to jest o tyle nietrafne, że palenie marihuany nie wyrządza w znakomitej ilości przypadków żadnej krzywdy innym ludziom. Innymi słowy jest na chwilę obecną przestępstwem bez ofiar, czego zdecydowanie nie można powiedzieć o pobiciu, kradzieży czy gwałcie. Prowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu stwarza bardzo duże zagrożenie wyrządzenia wielkiej krzywdy drugiemu człowiekowi (choćby ze względu na ogromną energię kinetyczną jadącego pojazdu). W dodatku jak już wspominałem prowadzenie samochodu jest przywilejem, nie prawem, dlatego też ustawodawcy mogą regulować z jaką prędkością i czym możemy jeździć, natomiast już nie jak szybko możemy chodzić na piechotę.
Profesor popiera pozbawianie osób używających narkotyków wolności twierdząc, że „w areszcie znacznie trudniej o skręty i piguły”. Niestety również w tym przypadku argumenty profesora nie znajdują potwierdzenia w rzeczywistości. Według badań Instytutu Psychiatrii i Neurologii z roku 2007, ponad 2/3 osób, które używały narkotyków na wolności używa ich również w aresztach bądź więzieniach (str. 25).
Ponad 30% osadzonych oferowano podczas pobytu w więzieniu marihuanę lub amfetaminę (tabela 19). Sądzę, że nie potrzeba badań naukowych aby wiedzieć, że na wolności takie propozycje zdarzają się znacznie rzadziej.

5. „Bez przerwy mówi się o jakichś dwóch gramach trawki” i młodych ludziach a nie o Korze Jackowskiej, gdyż według badania „Karanie za posiadanie” Instytutu Spraw Publicznych z roku 2008 (które nota bene pokazało, że w skuteczność kryminalizowania posiadania narkotyków nie wierzy żadna grupa z „pierwszej linii frontu”, czyli sędziowie, policjanci, prokuratorzy i kuratorzy sądowi) 86% osób skazanych za posiadanie narkotyków nie ukończyło 30 roku życia. Badania profesora Krajewskiego z Uniwersytetu Jagiellońskiego pokazują natomiast, że w 3/4 spraw o posiadanie marihuany lub amfetaminy (dwóch najpopularniejszych narkotyków w Polsce) chodziło o ilość mniejszą niż 3 gramy.

6. Nie ma żadnych dowodów aby to właśnie surowe prawo narkotykowe chroniło młodych ludzi (i nie tylko) przed używaniem substancji odurzających. Polska od roku 1997 konsekwentnie zaostrza przepisy dotyczące narkotyków jednak ich konsumpcja praktycznie stale (z wyjątkiem lat 2006-2007) rośnie (tabela 27, str. 39). Z drugiej strony w krajach, które zliberalizowały prawo narkotykowe, jak na przykład Portugalia nie zaobserwowano wzrostu używania narkotyków (tabela 4, str. 12). Reasumując, przepisy antynarkotykowe nie są czynnikiem warunkującym ilość osób używających nielegalnych substancji w danym kraju. Jest ona wypadkową dziesiątek innych czynników (mierzalnych i niemierzalnych) jak rozwarstwienie społeczne, kultura danego kraju etc.

7. Wzrostowi używania narkotyków w Polsce nie jest winny ani PiS, ani Kościół, ani tym bardziej Solidarność. Nie jest winna mu żadna partia polityczna ani inna organizacja. Zażywanie „nietradycyjnych” substancji psychoaktywnych jest rzeczą naturalną w rozwiniętych krajach kapitalistycznych, do których Polska przez ostatnie 20 lat dołączała. Zwolennicy rozwiązywania problemu narkotyków za pomocą prawa karnego (czyli między innymi profesor Nalaskowski oraz Prawo i Sprawiedliwość) odpowiadają jednak za większość problemów pośrednich, takich jak kryminalizacja dziesiątek tysięcy niewinnych użytkowników rekreacyjnych i osób uzależnionych, której skutkiem są plany życiowe zniszczone wyrokami sądowymi, zakażenia HIV czy brak dostępu do skutecznych form leczenia uzależnień. Absolutnie nie twierdzę, że liberalizacja przepisów spowodowałaby rozwiązanie wszystkich problemów związanych z narkotykami, ale byłoby ich zdecydowanie mniej, a na walkę z pozostałymi mielibyśmy znacznie więcej środków.
Co do Marka Kotańskiego, to podpieranie się osobami nieżyjącymi nie powinno mieć moim zdaniem miejsca w poważnej dyskusji, gdyż takie osoby nie mają możliwości ustosunkowania się do wypowiedzi osób, które wywołują ich duchy.
Trwa ładowanie komentarzy...